Puk, puk. Kto tam? Oddech.

“I can build my whole life around my breath”

(Mogę zbudować całe moje życie wokół oddechu)

 

Jest cytat. A teraz przydałoby się jakieś zdanie wstępu…

Więc… Siedzę z herbatą w otwartych drzwiach na taras i nie mogę uwierzyć, że listopad zastaje mnie niedopiętą, w swetrze i bez szalika. Kiedy dwa dni temu przyszedł ten ciepły front, zaraz po wstaniu otworzyłam okno, spodziewając się zimnego buziaka. Zamiast tego, owiało mnie miłe ciepło i poczułam, jak po spotkaniu z nim całe moje ciało rozluźnia się, uśmiecha i otwiera na świat zza szyby, zaglądający ciekawie do domu.

Uznajmy to za zdanie wstępu 🙂 A teraz powróćmy do tego, o czym chciałam napisać.

Przez życie, “jakoś tak” i między innymi, prowadzą mnie słowa. Spotykam je na swojej drodze, jakby ktoś specjalnie dla mnie porozrzucał je w nieprzypadkowych miejscach. Przychodzą dokładnie wtedy, kiedy trzeba, jak subtelne przesłania życzliwej duszy o głębszym rozumieniu istoty rzeczy.

Mam pamięć jak kura. Nie wiem, kto, gdzie pracuje, nie wiem, ile zarabia. Nie wiem, mnóstwa rzeczy, które dotyczą tej najbardziej mechanicznej strony codzienności. Są jednak dziedziny, w których zapamiętam wszystko z fotograficzną dokładnością. Dotyczą duchowości, świadomości ciała, itp. Dlatego tak jak nie zacytuję niczego z klasyków, tak mogę sypać jak z rękawa cytatami, które wskazują drogę. Ten, który jest w tytule postu, jest jednym z wielu. Natrafiłam na niego w cudownej książce “Emotional yoga” jakieś 10 lat temu. Wtedy poruszył coś we mnie, choć na tym etapie nie czułam jeszcze, że oddech jest moim przyjacielem.

A jest.

Jest przyjacielem każdego. I tak sobie często myślę, kiedy zauważam, że zaczynam biec, gdy wystarczy spokojnie robić swoje, czując przy tym tylko jak przypływa i odpływa. Że w życiu nie chodzi o to, żeby zrobić, żeby było, żeby już, żeby się uporać, żeby przekopać, żeby mieć to już z głowy, choć wszystkim nam w pewnych sytuacjach tak się właśnie wydaje. Bo tego braku uwagi nam życie nie przepuści. Przynajmniej moje zawsze wymyśla mi następne i następne żmudne prace, tym bardziej niemożliwe do wykonania, im więcej pasji włożyłam w wykonanie poprzednich. Z mojego doświadczenia więc wynika, że za postawę pełnego zniecierpliwienia nakierowania na rezultat niechybnie dostanę po głowie. Kiedy więc łapię się na tym, że zamiast być tu, jestem już gdzieś znacznie, choć pozornie dalej, łagodnie i świadomie prostuję się i sprawdzam co fizycznie dzieje się w moim ciele.

Jak łódkę, dostrzegam oddech.

W takiej chwili moja uwaga z zewnątrz wpływa do wewnątrz.

Czuję. Dostrzegam, co we mnie. Co przepływa przez głowę, co jest wokół, a co w środku. I jak to wszystko bezustannie się przenika.

Wtedy mogę zauważyć i zareagować, zmienić. Dostrzec spychaną gdzieś potrzebę i ją zaspokoić.  Nie zrobić czegoś, czego robić nie chcę. Wybrać inaczej niż dotąd. Lepiej.

Teraz jest chwilą, jedyną w zasięgu ręki, w której można tworzyć i zmieniać “przyszłość”. Ja na przykład, nawet patrząc w horyzont, chcę stale czuć pod stopami moją łódź.

Wam z kolei życzę takiej, jakiej życzycie sobie wy.

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s